A.D.: 20 Październik 2020    |    Dziś świętego (-ej): Urszuli, Celiny, Hilarego

Patriota.pl

Ptok ptakowi nie jednaki,
człek człekowi nie dorówna,
dusa dusy zajrzy w oczy,
nie polezie orzeł w gówna.

Stanisław Wyspiański, Wesele

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Gotowi na III wojnę. Brygada Świętokrzyska – sojusznik czy niewygodny intruz - Od Kompanii Wartowniczych do Korpusu NSZ

Drukuj PDF
Spis treści
Gotowi na III wojnę. Brygada Świętokrzyska – sojusznik czy niewygodny intruz
Grupa Operacyjna „Zachód”
Od Kompanii Wartowniczych do Korpusu NSZ
Gry wywiadów
Żadne trudności nie mogą nas złamać
Rozkazy specjalne – wola przetrwania
Zapomniane wojsko
Nowe formy na nowe czasy
Powrót do kraju jest bliski
Brygada Świętokrzyska w Hiszpanii?
Koniec epopei
Bibliografia
Przypisy
Wszystkie strony


Od Kompanii Wartowniczych do Korpusu NSZ

Płk Dąbrowskiki w piśmie do gen. Andersa z 28 września 1946 roku przedstawił następujący stan Brygady: Sztab Brygady złożony z 17 oficerów i 28 podoficerów i szeregowych oraz 6 kompani kompletnie zorganizowanych i wyposażonych rozlokowanych w okolicach Monachium i Norymbergii. Łącznie około 1800 oficerów, podoficerów i szeregowych. Oprócz tego nadwyżki żołnierzy zostały umieszczone w Ośrodku Zapasowym, z którego w najbliższym czasie będą tworzone kolejne kompanie.[9]

Kompanie początkowo otrzymały numerację od nr 4000 do 4005. Dodać należy, że przy Brygadzie znajdowało się kilkaset kobiet, w większości uwolnionych z obozu w Holiszowie, które w najbliższym czasie zostały zorganizowane w Obóz Polek przy Grupie Operacyjnej Zachód NSZ – taką bowiem oficjalną nazwę nosiła wciąż rozrastająca się Brygada Świętokrzyska.

Amerykanie w dość swobodny sposób podchodzili do tworzących się Kompanii Wartowniczych. Początkowo powstawały one spontanicznie, tworzone przez poszczególnych dowódców amerykańskich, od szczebla dywizji wzwyż. Powodowało to, że nie istniało centralne, jednolite dowództwo ani struktura organizacyjna. Nie istniały żadne regulaminy, normy czy przepisy dotyczące powstających jednostek pomocniczych. Sprawy techniczne i wyszkolenia pozostawiano w rękach polskiej kadry oficerskiej. Amerykanie ograniczali się jedynie do ogólnego nadzoru i wyznaczania jednostkom konkretnych zadań. 

Wszystko organizowane było ad hoc.  Panowała atmosfera pełnej improwizacji i względnej dowolności. Sytuację tą w pełni wyzyskało dowództwo Brygady i jej polityczni zwierzchnicy z OP. Przede wszystkim rozbudowano stan osobowy brygady.  Spontaniczny werbunek z pozornym chaosem i improwizacją, dowództwo Brygady, ujęło w karby organizacyjne.

Z chwilą zakończenia II wojny światowej otworzyły się ogromne możliwości werbunku. Wielkie, wielotysięczne masy Polaków uwolnionych z obozów pracy, koncentracyjnych, jenieckich przemierzały powojenne Niemcy w poszukiwaniu zorganizowanych Polskich Ośrodków. Amerykanie cały ten ludzki potencjał skierowywali do ośrodków tworzenia się Kompanii Wartowniczych. Wśród potencjalnych wartowników niewielu było eNeSZtetowców, przeważali „wrześniowi” żołnierze i AK-owcy. Dowództwo Brygady stanęło w obliczu nowego problemu. Nagły rozrost Kompanii Wartowniczych, w których odsetek eNeSZetowców stale malał mógł w konsekwencji zatrzeć „brygadowy”, „eNeSZetowski” charakter jednostek, a tym samym zaplecze polityczne z OP utraciłoby kontrolę nad nimi. Dlatego też wyznaczono doświadczonych oficerów NSZ, których zadaniem było wyszukiwanie wśród polskich powojennych rozbitków w Niemczech żołnierzy NSZ, których w pierwszej kolejności werbowano i wcielano do Kompanii Wartowniczych.  Dla brytyjskiej strefy okupacyjnej był to ppłk Tadeusz Boguszewski, były szef Oddziału III Operacyjno-Wyszkoleniowego przy Komendzie Głównej NSZ, a dla strefy amerykańskiej mjr Mikołaj Kozłowski, były komendant okręgu NSZ Warszawa-miasto. W ten sposób, w pierwszym okresie, powstawały przede wszystkim Kompanie czysto eNeSZetowskie, a ochotników niezwiązanych z NSZ skierowywano do, mniej eksponowanych, Ośrodków Zapasowych.

Rozbudowano Sztab Brygady, do którego wcielano wciąż napływających doświadczonych oficerów NSZ, jak gen. Zygmunt Broniewski, były Główny Komendant NSZ, który ściągnięty przez OP konspiracyjną drogą z kraju, objął wkrótce, po płk Szackim, Komendę nad całością Kompanii Wartowniczych. W ten sposób rozbudowany Sztab Brygady stał się czysto eNeSZetowskim, kadrowym tworem, który, w momencie ziszczenia się optymistycznych planów OP, miał zdolność personalnego obsadzenia „bawarskiego” Korpusu NSZ, bowiem w planach rozbudowy „swoich” formacji, działacze OP zamierzali stworzyć na bazie istniejących już Ośrodków Kompanii Wartowniczych trzy brygady, w Monachium, Norymberdze i Regensburgu a w konsekwencji połączenie ich w „bawarski” Korpus NSZ.

Pozornie oderwane od rzeczywistości plany OP, patrząc na wciąż niesłabnący napływ nowych ochotników, miały szanse powodzenia. Już bowiem w pierwszych dniach listopada 1945 roku istniało 20 kompanii każda po 258 ludzi co daje liczbę 5160 wartowników, a na Boże Narodzenie było ich już ponad 8 000 zorganizowanych w 30 kompaniach.[10] Tak nagły wzrost liczby ochotników, nad którymi pełne dowództwo sprawowali „brygadowi” oficerowie mogło wzbudzać wśród tych ostatnich optymistyczne plany na przyszłość.

Nie mając początkowo konkretnych dyrektyw z dowództwa amerykańskiego dotyczących umundurowania wartowników, dowództwo brygady i w tej kwestii miało pełną swobodę działania. Dlatego też umundurowanie wartownika niczym nie różniło się od munduru żołnierza Polskich Sił Zbrojnych. Zachowano dystynkcje i awanse z czasów NSZ a w celu podkreślenia swoistej wyjątkowości i rodowodu NSZ, wartownicy na lewym ramieniu nosili naszywkę z jaszczurką, symbolem Związku Jaszczurczego, protoplasty NSZ. Dopiero w późniejszym okresie wprowadzono jednolite, granatowe uniformy, na których nie było dystynkcji i był zakaz noszenia innych znaków, co niepokorni wartownicy przez długi czas skutecznie ignorowali.

W obozach ćwiczebnych, obok musztry i zasad służby wartowniczej, obejmujących całość ćwiczeń służb pomocniczych, polscy wartownicy odbywali kompleksowe ćwiczenia polowe, podtrzymując tym samym bojową postawę bliższą regularnemu wojsku, a nie jednostkom wartowniczym. Faktycznie, Polacy traktowali Kompanie Wartownicze jako cześć Polskich Sił Zbrojnych, a siebie jako jej pełnoprawnych żołnierzy, zarówno amerykanie, jak i gen. Anders początkowo utwierdzali ich w tym przekonaniu.

Obok zewnętrznej formacji zadbano również o formację wewnętrzną. W ramach kompanii wartowniczych specjalną uwagę poświęcano zajęciom oświatowym i kulturalnym. Uczono języka angielskiego, uruchamiano specjalistyczne kursy. W oddziałach wartowniczych regularną działalność polityczną prowadzili przedstawiciele środowiska narodowego wywodzącego się z przedwojennego Obozu Narodowo Radykalnego. Starano się też oddziaływać na polskich emigrantów: prowadzono polityczną agitację w duchu ONR, propagowano hasła walki o prawdziwie wolną i niepodległą Polskę, o Polskę Wielką, Narodowo-Katolicką. Rekrutowano także młodych ludzi, nie związanych wcześniej z NSZ czy ideologią narodową, do tworzonych pod szyldem jaszczurki brygadowych struktur politycznych.



 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u