A.D.: 27 Maj 2020    |    Dziś świętego (-ej): Juliusz, Magdalena, Jan

Patriota.pl

Historia jest chirurgiem poległego wojownika
a nie pielęgniarką rozpieszczonego dziecka.
Józef Szujski

 
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Błąd
  • Nieudane wczytanie danych z kanału informacyjnego.

Ze stenem na sklepikarza, czyli broń dla każdego

Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Tags: Publicystyka | Sapienti sat!

Nie od dziś telewizje raczą nas filmami, które mniej lub bardziej jednoznacznie nawiązują do aktualnych wydarzeń z naszej, niekoniecznie szarej rzeczywistości. Może to trochę dziwne, lecz filmy owe odnoszą się do wspomnianych wydarzeń w jak najbardziej pozytywny, z punktu widzenia ludzi szanujących tradycję i zdrowy rozsądek, sposób. 

Przez wiele poprzednich lat, a i ostatnich miesięcy telewizja publiczna raczyła nas, nie wiem już który raz, serialem Czterej pancerni i pies. Jako, że wcześniej go oglądałem, tym razem nie było to moim celem. Niemniej czasami nie dało się tego uniknąć (żona darzy uwielbieniem Szarika). W ten sposób trafiłem raz na odcinek, w którym stary Czereśniak odprowadza do wojska swojego syna Tomusia. Po drodze spotykają ich różne przygody i to nie tylko ze strony wstrętnych i nieudolnych Szkopów. Idąc więc zaciągnąć się do Ludowego Wojska Polskiego Czereśniakowie w pewnym momencie swej wędrówki poczuli głód. W owym czasie, a był to zdaje się rok 1944, handel jeszcze nie był upaństwowiony. Chcąc niechcąc Czereśniakowie musieli kupić chleb u, o zgrozo, prywaciarza. Weszli więc do najbliższego sklepu, gdzie czekał na nich typ spod ciemnej gwiazdy, któremu już za sam wyraz twarzy (brak entuzjazmu dla władzy ludowej) bez wyroku z czystym sumieniem można było dać 15 lat odsiadki, co zresztą później czyniono. Jak się okazało, sklepikarz ów, według twórców serialu był obrzydliwym spekulantem, gdyż nie chciał sprzedać chleba zgłodniałym wędrowcom (a najlepiej dać im go darmo) po fikcyjnej cenie urzędowej, lecz po cenie rynkowej. Chociaż ze zgrzytaniem zębów, Czereśniakowie zgodzili się początkowo na cenę rynkową, jednak gdy już otrzymali chleb do ręki zapłacili cenę urzędową. Ojciec i Tomuś, entuzjastyczni zwolennicy nowego porządku, okazali się więc zwykłymi oszustami. Oczywiście według twórców filmu oszustwo Czereśniaków było przejawem wielkiego klasowego patriotyzmu, gdyż czyn ich godził w tak znienawidzonych przez nową ludową władzę wrogów klasowych, wstrętnych spekulantów - drobnych sklepikarzy.

Nie to jest jednak dla nas najistotniejsze. Otóż oszukany właściciel sklepu, który przecież musiał z czegoś żyć, nasłał na Czereśniaków swoich przyjaciół, aby odebrali jego należność od oszustów. Jednak sprawiedliwości nie stało się zadość, gdyż Tomuś dysponował stenem, za pomocą którego przepędził wynajętych przez prywaciarza "zbirów". W ten sposób zatryumfowała sprawiedliwość społeczno-socjalistyczna.

Wydaje się, że scenę tę, podobnie jak i cały film, nakręcono w celu gloryfikacji idei marksistowsko-leninowskich - oto władza ludowa oferuje proletariatowi tani chleb, gdy tymczasem ci obrzydliwi prywaciarze-spekulanci, niepohamowani w swej żądzy pieniądza, bogacą się na krzywdzie ludzkiej sprzedając go jak najdrożej. Ofiarą tego "rabunku" jest lud pracujący miast i wsi. Aby zbulwersować i skrajnie wrogo usposobić ówczesnego widza serialu do prywatnego handlu, celowo wybrano tutaj chleb, jako dobro niezbędne codziennie każdemu człowiekowi. Po czymś takim otumaniony widz mógł w słusznym, zdawałoby się, gniewie powiedzieć: nawet na chlebie te s... syny zdzierają.

Z zapałem miażdżąc wroga klasowego twórcy filmu nie zauważyli nawet jak bezwiednie opowiedzieli się za powszechnym prawem do posiadania broni palnej. Dzięki temu, że Tomuś dysponował karabinem, mógł bez trudu przepędzić, zagrażających uczciwym obywatelom, patrząc z punktu widzenia władzy ludowej, zbirów. W związku z tym dziwi więc fakt, że obecne władze, zdawałoby się, tak demokratycznej, wolnej i niepodległej, zasiedlonej przez społeczeństwo obywatelskie Rzeczypospolitej, zaciekle bronią się przed uznaniem powszechnego prawa obywateli do posiadania broni. Czego się władza boi? Obecnie uzbrojeni są tylko bandyci, czy więc zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego byłoby, gdyby uzbroili się także ludzie uczciwi? Czyżby władze obawiały się, że mając broń obywatele zaczęliby się bronić, a wynikiem tego mogłyby być strzelaniny i duże straty materialne? Aby więc ich uniknąć, lepiej od razu pozwolić bandytom bezkarnie i bez zbędnych komplikacji  rabować i mordować uczciwych ludzi.

Przedstawiciele elit rządzących odmawiając obywatelom prawa do posiadania broni palnej często motywują to brakiem odpowiedzialności wśród ludzi, tzn. że niby wszyscy powystrzelaliby się, gdyby dostali broń do ręki (ktoś jednak musiałby zostać). Jak to więc jest? Jeśli trzeba wybrać czerwonych czy różowych do Sejmu, to ludzie są odpowiedzialni, gdyby jednak ludzie zechcieli się uzbroić, to już odpowiedzialni nie są. Według mnie jest to przejaw pogardy, z jaką władze traktują obywateli. A może władza boi się, że uzbrojone społeczeństwo nie dałoby sobą pomiatać tak, jak to dzieje się obecnie?

 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama


stat4u